Aktualności
Wstęp (niezbędnik)
-
- Status prawny GMO
- Źródła naukowe
GMO i Monsanto w Polsce
- Działalność w Polsce
- Polskie badania
Powiązania Monsanto
Ludzie związani z Monsanto
Różne informacje
Filmy
Książki
Kontakt
Inaczej: Zasada zasadniczej równoważności
Więcej na ten temat
→ Świat według Monsanto
→ Świat według Monsanto (książka)
→ Nasiona kłamstwa
→ Wykład Jeffreya Smitha
→ GMO - aspekty toksykologiczne
Genetycznie modyfikowane uprawy i żywność zostały dopuszczone na rynek w USA zanim naukowcy zdołali dokładnie przebadać ich wpływ na zdrowie i środowisko naturalne. Stało się tak m.in. dlatego, że lobbyści zadbali, aby procedury formalno-prawne nie były zbyt skomplikowane. Proces legislacyjny oparto o teorię „zasadniczej równoważności” odmian tradycyjnych i transgenicznych. Założono, że GM i naturalne odmiany roślin różnią się tylko i wyłącznie obecnością transgenu i są pod każdym innym względem „zasadniczo równoważne”, czyli takie same. Dzięki temu sprytnemu zabiegowi, dopuszczenie odmian GMO do obrotu nie wymaga przeprowadzenia klasycznych badań toksykologicznych, tak jak w przypadku każdej innej substancji, która ma być dodawana do żywności. To ciekawostka, o której mało kto wie, a o której media – oczywiście – nie wspominają.
www.doorg.info/2010/02/15/gmo-naukowcy-na-lasce-koncernow-spoleczenstwo-na-lasce-mediow/
U podstaw legalizacji upraw i żywności GMO w USA leży wieloletni umiejętny lobbing, karuzela stanowisk pomiędzy instytucjami rządowymi i Monsanto i bezwarunkowe poparcie rządu USA dla biotechnologii, jako niezwykle dochodowej i konkurencyjnej gałęzi amerykańskiego przemysłu. MM Robin krok po kroku opisuje, jak korzystając z pomocy usłużnych naukowców i doradztwa prawnego podmiotów związanych z Monsanto, rząd amerykański ukuł zaskakującą regułę „zasadniczej równoważności”. To dziwaczne sformułowanie opiera się na nie popartym dowodami założeniu, że „w większości przypadków składniki żywności wytworzonej z roślin modyfikowanych genetycznie – białka, tłuszcze, węglowodany – będą takie same, lub zasadniczo równoważne tym, które można napotkać w innego rodzaju pokarmie”. Ta dość karkołomna konstrukcja logiczna była brzemienna w skutki – dzięki temu uznano, że nie trzeba wykonywać badań bezpieczeństwa żywności GM, bo jest ona „zasadniczo równoważna” tradycyjnej żywności. Pozwala to firmom biotechnologicznym na unikanie testów toksykologicznych wymaganych przez Ustawę o żywności, lekach i kosmetykach, a także znakowania wyrobów zawierających GMO. Pozwala to amerykańskiej Agencji do Spraw Żywności i Leków (FDA) dopuszczać do obrotu GMO bez badań bezpieczeństwa, a jedynie na podstawie dokumentacji dostarczonej przez firmę biotechnologiczną. Niezorientowany konsument w Europie, w Polsce – żyje w przeświadczeniu pełnego bezpieczeństwa GMO, bo przecież certyfikat wydała słynna amerykańska FDA…
www.lekturyreportera.pl/ksiazki/marie-monique-robin-swiat-wedlug-monsanto/